To jest jakaś zmowa. Na bank, na 100%. Dookoła mnie rozkwitają setki związków. Co chwilę słyszę i widzę, że ktoś sie łączy, kochanie, ach proszę i buziaczek w polik bądź usta. Szczęście i radość, jasne, bo przecież to są ludzie mi bliscy, serdeczni i nawet można się z nimi piwa napić. Ale wczorajsze wyjście po prostu mnie zmasakrowało. Szczęśliwe małżeństwo, dojrzała para i młode skowronki. W tym wszystkim ja. Nie sądzę - przy całym moim staraniu się - że mnie to nie ruszyło. Bo pamietałam etap pierwszy, byłam w drugim, a chciałam trzeciego. Jak sie okazało - system nie był gotowy na przyjęcie tych aktualizacji i się zawiesił, po czym padł, by już więcej nie powstać. Niech i tak będzie, przecież takie rzeczy sie dzieją. Ale może ktos by do kogoś zagadał, żebym nie była w sercu (co za paradoks!) tego wszystkoego, bo jak Boga kocham, pojadę do niego jeszcze dziś i się oświadczę.
<pisowiec> ja pamiętam jak kiedyś przyszedł do mnie taki gość
<pisowiec> cały poobwieszany patelniami, cygan jakiś
<pisowiec> chciał mi wcisnąć jedną, mówił że teflonowa
<Don_Koko> no i wtedy powiedziałeś mu: tato, nie wygłupiaj sie